Uczestnicy IV edycji Szkoły Bez Granic (2012):
Anna Duszyńska, Angelika Kubicka, Katarzyna Zielińska oraz Jakub Ciężkowski z Liceum Ogólnokształcącego im. Polskiej Macierzy Szkolnej
Marlena Kruszewska z Zespołu Szkół Ekonomicznych
Kamil Smoląg z Zespołu Szkół nr 1 im. Kazimierza Wielkiego
Kamil Rek z Zespołu Szkół Zawodowych nr 2 im. Powstańców Warszawy
Opiekunowie: Danuta Miraszewska, Marzena Staniszewska
Szkoła Bez Granic 2012
8485 kilometrów stad. Powierzchnia 42.7 km2. 42.393 mieszkańców. Dla niektórych mińszczan zasłyszane z nazwy bądź tez zupełnie nieznane dla innych miasto Lacey. Jednak tam, w Stanie Waszyngton w Stanach Zjednoczonych, Mińsk nie jest pokryta kurzem plama na mapie. Być może ku zaskoczeniu niektórych, oni rzeczywiście wiedza, gdzie znajduje się Polska, nasze miasto i co roku z otwartymi ramionami witają grupę zza oceanu, która przyjeżdża, aby przeżyć swoja amerykańską przygodę. Jeżeli uważnie rozejrzeć się w najważniejszych budynkach tego miasta, można znaleźć żółto niebieska flagę miasta siostrzanego Lacey – Mińska Mazowieckiego. Sprawdziliśmy to na własne oczy!
Pomagać marzeniom!
Miesiąc życia w Stanach Zjednoczonych i kilka miesięcy wcześniejszych przygotowań w Polsce. Tak w kilku słowach podsumować można nasze życie wciągu ostatniego pól roku. Inspiracja były słowa: marzeniom należy pomagać! Tak właśnie postanowiliśmy zrobić.
Już od 4 lat Mińskie Stowarzyszenia Na Rzecz Współpracy z Lacey „Mila” organizuje program Szkoła bez granic, który umożliwia uczniom z mińskich szkol średnich miesięczny pobyt w USA. Na początku października zaczynają pojawiać się w widocznych miejscach, w szkołach plakaty informujące o akcji. Niezbędne: komunikatywna znajomość języka, dobry esej o sobie i pomysłowy projekt, który chciałoby się zrealizować podczas pobytu, czyli przepustki do rozmowy kwalifikacyjnej. W tym roku szanse zrealizowania swojego projektu dostało 7 uczniów. Szanse, o którą naprawdę warto walczyć!
Początki bywają trudne
Jeszcze w Polsce: godziny spotkań, długie przygotowania, jednocześnie stres i podekscytowanie. 14 stycznia ostatnie spotkanie z rodzicami na lotnisku. Potem długi lot: kilkanaście godzin w samolocie z przesiadka w Amsterdamie. Kiedy już nadszedł czas na osiągniecie celu naszej podróży, przy lądowaniu w Seattle zza szyb wytężaliśmy wzrok na panoramę miasta, aby już wtedy wśród zamglonych krajobrazów znaleźć odpowiedz na pytanie, co tak naprawdę czeka nas przez ten miesiąc… Rozważania bardzo szybko dobiegły końca, kiedy w zawrotnym tempie wszystkich formalności na lotnisku spostrzegliśmy rozentuzjazmowany tłum z polsko- amerykańskimi flagami, kwiatami i transparentami witającymi kolejnych gości. Przygoda się rozpoczęła i nie było odwrotu. Na początku potrzebowaliśmy czasu: wśród euforii i zachwytu aklimatyzowanie się w nowym domu, zmiana strefy czasowej, szok kulturowy i bariery językowe. Wszystko to jednak składało się na początek cudownej przygody.
Z rożnych perspektyw
Cel nadrzędny: czerpać całymi garściami, wynieść z tego wyjazdu tak dużo, jak tylko jest możliwe. Na początku wszystko wydawało się inne. Pośród codziennego życia z naszymi nastoletnimi amerykańskimi siostrami czy braćmi mogliśmy podglądać ich niezwykły świat, którego część zresztą od tego momentu stanowiliśmy. W najprostszych rzeczach odnajdywaliśmy zaskakujące elementy: okolica pełna niskich domków i zieleni, zakupy w gigantycznych marketach, przygotowywanie posiłków i samo jedzenie, aż wreszcie szkola przypominająca te z amerykańskich filmów: ogromna stołówka, szafki w korytarzach i zespól cheerleaders z prawdziwego zdarzenia!
,,W pierwszym tygodniu – owszem – jak jechałam samochodem to z nosem przyklejonym do szyby, zeby niczego nie przegapić” – wspomina Marlena. ,,Nie dochodziło do mojej świadomości, ze rzeczywiście jestem w USA, to była jakaś totalna abstrakcja.” Okres pierwszego zachłyśnięcia jednak ostatecznie minal i przestaliśmy szukać różnic, lecz wreszcie zaczęliśmy zwracać uwagę na podobieństwa ,,Wiadomo, każdy kraj i jego mieszkańcy są inni. Mimo wszystko po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, ze mimo pewnych różnic w mentalności czy zwyczajach, oni są podobni do nas. Rozmawia się z nimi tak samo, są tak samo fajni i tak samo głupi, tak samo nieśmiali i tak samo przebojowi jak w Polsce. To było zaskakujące odkrycie:)”
Pracować na wspomnienia
,,Nigdy nie zapomnę chwili, kiedy pierwszy raz wszedłem do amerykańskiej szkoły.”- wspomina Kamil.
I takich momentów pod tytułem ,,Nigdy nie zapomnę” każdy z nas przechowuje teraz tysiące. Przez miesiąc bardzo silnie pracowaliśmy sobie na wspomnienia i dbaliśmy o powiększanie bazy historii, które będziemy mogli opowiadać kiedyś swoim wnukom. W krótkim przeglądzie wspomnień pojawiła się zabawa taneczna u Mormonów Ani, Msza Święta w tamtejszym kościele czy szkolny mecz koszykówki niczym z musicali dla nastolatek. Kamil już do końca życia będzie wspominał żołnierza z Somalii, który podarował mu swojepurple heart, czyli amerykańskie odznaczenie wojskowe przyznawane przez prezydenta USA. Retrospekcjom nie ma końca.
Niektórzy twierdza, ze to wciąż za krotko, inni mówią- wystarczy. W kilku słowach podsumowania Ania mówi: ,,Standard życia jest nieporównywalnie lepszy, ja byłam zachwycona. Jedyne czego mi brakowało to zdrowego jedzenia.” Temu jednak zaradziliśmy, kiedy podczas jednej z oficjalnych kolacji przyrządziliśmy polskie potrawy: nie zabrakło leniwych klusek, bigosu i oczywiście schabowych!
Jeżeli chodzi jednak o jedzenie i nie tylko – wszystko zależy od rodziny, u której mieszkaliśmy: były tez takie, które prowadziły aktywny tryb życia i stosowały bardzo zdrowa dietę Jak widać- nie da się ocenić ludzi jako masę- czy to Polacy czy Amerykanie- są zdecydowanie rożni Co możne łączyć tamten naród w naszych obserwacjach to “lekkość życia”- niestresowanie się błahymi sprawami w myśl amerykańskiej domeny : take it easy!
Patrzeć i widzieć
Co zobaczyliśmy? Staraliśmy się poznać stan Washington wzdłuż i wszerz. Widzieliśmy Uniwersytet Waszyngtonu, Capitol w Lacey, jako jedni z naprawdę nielicznych zobaczyliśmy fabrykę produkująca Boeingi 737 od środka. Najbardziej imponującym miejscem dla Kamila był punkt widokowy Space Neeson w Seattle, dla Ani- Mt Rainie, czyli wulkan o wysokości 4392 m n.p.m. i Seattle nocą. Jak się okazuje nawet osiedla, na których mieszkaliśmy, zostaną na długo w pamięci, zupełnie nie przypominają tego co obserwujemy tutaj w najbliższym sąsiedztwo. Według Marleny ,,Wyglądają jak z filmu. Te wszystkie obrazy potęgowały uczucie, ze nie zdałam sobie do końca sprawy z tego, ze jestem tutaj na prawdę.”
Poza tym staraliśmy się widzieć coś więcej niż zabytki i okolice. Mnóstwo spostrzeżeń budziło kontrowersje i było tematem późniejszych dyskusji. Dzięki temu otwierało oczy na świat i inne problemy. Pewne rzeczy wydawały się absurdalne, inne budziły podziw w prostocie praktycznych rozwiązań. Niektóre aspekty były po prostu ciekawe w porównaniu z tym, do czego przywykliśmy.
Kiedy pogoda za oknem nie rozpieszcza, z uśmiechem na ustach wracamy do dni, kiedy podczas naszego pobytu w Waszyngtonie spadło kilka centymetrów śniegu, a nam zamknięto szkoły. Wszystko przestało działać, niektórzy z nas byli odcięci od prądu czy internetu. Zupełnie nam to jednak nie przeszkadzało w świetnej zabawie. Ten wyjazd to niesamowite doświadczenie i lekcja życia dla nas wszystkich.
Powrót do rzeczywistości
Kiedy amerykańska przygoda dobiegała końca zachodziliśmy w głowę – czy oby na pewno doba ma tutaj 24h? Czas biegł nieubłaganie szybko.
Co do jednego wszyscy jesteśmy zgodni – poznaliśmy fantastycznych przyjaciół na drugiej stronie globu, wiele z nich to mam nadzieje przyjaźnie na cale życie. Budowanie kontaktowy i relacji- nie tylko na Facebooku – to bardzo ważny element tego wyjazdu . Już tęsknimy za wszystkimi. Za czym jeszcze będziemy tęsknic? Za tamtejsza szkolą, przyjazna atmosfera, za uśmiechami nieznajomych ludzi na ulicy. I samym krajem. Wielu z nas zdecydowanie chciałoby tam wrócić! Jednak jak mówi Marlena: ,,Ten wyjazd pomógł mi tez zrozumieć, w jakim kraju żyje. Ze wszystkimi wadami i zaletami mam teraz porównanie z zupełnie inna rzeczywistością i to sprawia, ze szanuje Polskę jakoś… bardziej.”
Autorką tekstu jest Angelika Kubicka
Fot. Katarzyna Zielińska
Autorem filmu jest Kamil Smoląg
Dziękujemy!





